Aktualności – Jack Strong https://shehafo.org Fundacja Jack Strong na ratunek jachtowi generała Ryszarda Kuklińskiego Mon, 14 Oct 2024 12:46:00 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9.4 https://shehafo.org/wp-content/uploads/2022/02/cropped-logoJackStrong-32x32.png Aktualności – Jack Strong https://shehafo.org 32 32 Inwentaryzacja Jachtu (01.04.2022) https://shehafo.org/inwentaryzacja-jachtu/ https://shehafo.org/inwentaryzacja-jachtu/#respond Fri, 25 Nov 2022 09:40:16 +0000 http://shehafo.org/?p=450 https://shehafo.org/inwentaryzacja-jachtu/feed/ 0 Podpisanie umowy o współpracy z Związkiem Miast i Gmin Morskich https://shehafo.org/podpisanie-umowy/ https://shehafo.org/podpisanie-umowy/#respond Tue, 25 Oct 2022 08:45:32 +0000 http://shehafo.org/?p=464 https://shehafo.org/podpisanie-umowy/feed/ 0 Wywiad z dyrektorem Muzeum Zimnej Wojny im. Generała Ryszarda Kuklińskiego https://shehafo.org/wywiad-z-dyrektorem-muzeum-zimnej-wojny-im-generala-ryszarda-kuklinskiego/ https://shehafo.org/wywiad-z-dyrektorem-muzeum-zimnej-wojny-im-generala-ryszarda-kuklinskiego/#respond Mon, 11 Jul 2022 08:54:41 +0000 http://shehafo.org/?p=371 Generał Ryszard Kukliński był najważniejszym i najskuteczniejszym źródłem informacji dla Stanów Zjednoczonych w całym okresie zimnej wojny – przekonuje Filip Frąckowiak, dyrektor Muzeum Zimnej Wojny im. Generała Ryszarda Kuklińskiego.
_
Fundacja Jack Strong: Od lat propaguje Pan pamięć o Ryszardzie Kuklińskim – jaka jest geneza Pana zainteresowania generałem i jego działalnością?
Filip Frąckowiak: Początki moich zainteresowań życiem i misją generała to pierwsza połowa lat ’90. To mój Ojciec, Józef Szaniawski wdrażał mnie w dokonania Ryszarda Kuklińskiego oraz meandry skomplikowanej sytuacji, w której znalazł się po 1989 roku. Tata był wtedy jego pełnomocnikiem i reprezentantem w Polsce. Dlatego zawsze byłem blisko sprawy Kuklińskiego, miałem dostęp do dokumentów i osób, które się nią zajmowały. Dużo dowiedziałem się też od samego Ryszarda Kuklińskiego podczas pobytu w domu Państwa Kuklińskich. Byłem wtedy pochłonięty studiami na wydziale stosunków międzynarodowych a wspólne rozmowy ogromnie wpłynęły na postrzeganie przeze mnie roli Rosji w światowej polityce. Kukliński był pogodnym, choć skromnym człowiekiem, a przy tym bardzo pracowitym i inteligentnym. To nie tylko moja opinia – tak pisano o nim również w dokumentach.

Fundacja Jack Strong: Wokół postaci generała Kuklińskiego wciąż rozbrzmiewają żarliwe dyskusje – patriota czy zdrajca, legendarny szpieg czy człowiek, który próbowała zrobić wszystko, by ratować swój kraj. A według Pana kim był Ryszard Kukliński?
Filip Frąckowiak: Generał Ryszard Kukliński był najważniejszym i najskuteczniejszym źródłem informacji dla Stanów Zjednoczonych w całym okresie zimnej wojny. Co ciekawe, to on zwerbował Amerykanów do swoich działań. A co najważniejsze, jego tajna misja zakończyła się pełnym sukcesem. Zrealizował dokładnie to, o czym pisał do Amerykanów w swej deklaracji intencji z 1972: „(…) Czy Waszym zdaniem jest szansa nawiązania współpracy między Wojskiem Polskim, a siłami amerykańskimi stacjonującymi w Europie po to, by zapobiec wojnie (…) To oznaczałoby nie branie udziału wojsk polskich w ofensywie sowieckiej przeciwko NATO i wycofanie się Polski z Układu Warszawskiego.” Kukliński precyzyjnie przedstawił swoje cele i z perspektywy czasu widać, że zostały one zrealizowane w pełni. Postawa Kuklińskiego to wręcz modelowa definicja patriotyzmu. Złamał przysięgę na wierność radzieckiemu okupantowi, do której zmuszano polskich żołnierzy. Zrobił dokładnie to samo, co zrobili Piotr Wysocki i Romuald Traugutt. Oni także byli oficerami carskimi i tę przysięgę rzucili w twarz Rosjanom i Polakom, którzy gotowi byli im służyć milcząco godzić się na okupację.

Fundacja Jack Strong: Naprawdę strach myśleć, co by było gdyby…
Filip Frąckowiak: To prawda. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby nie działania Kuklińskiego, Związek Radziecki zrealizowałby swoje agresywne plany wobec NATO i Europy Zachodniej, a przy takiej dysproporcji jaka istniała pomiędzy wojskami Układu Warszawskiego a NATO, nikt nie byłby w stanie powstrzymać uderzenia jądrowego, które bez wątpienia planowali Sowieci. To miało być zaskoczenie i pokaz siły. A później przemarsz półmilionowej armii Ludowego Wojska Polskiego do Calais we Francji przez Danię, Holandię i Belgię, który miał zostać dopełniony drugim rzutem strategicznym w postaci dwumilionowej armii radzieckiej. Tego by nikt nie powstrzymał.

Fundacja Jack Strong: Trzeba przyznać, że Kukliński zdecydował się na bardzo ryzykowny ruch podejmując współpracę z USA – dlaczego?
Filip Frąckowiak: Ponieważ znał tajne plany sowieckie i wiedział, że nawet ich częściowa realizacja będzie dla Polski katastrofą. Moim zdaniem, od początku wiedział jakie będą pewne i potencjalne konsekwencje jego misji. Wiedział, że jeśli zostanie zdekonspirowany, to w „najlepszym” wypadku zostanie rozstrzelany.

Fundacja Jack Strong: Kukliński musiał być znakomitym analitykiem.
Filip Frąckowiak: Był nim. I doskonale wiedział, że bez względu na to, kto w latach 80. wojnę by rozpoczął ani bez względu na to, kto by ją wygrał, to Polska byłaby jej największą ofiarą. Chciał temu zapobiec. Postawił sobie za cel powstrzymanie widma atomowej zagłady.

Fundacja Jack Strong: Jakie emocje towarzyszyły generałowi podczas wizyty w Polsce w 1998 roku?
Filip Frąckowiak: To były wielkie wzruszenia. Czekał na możliwość powrotu do Polski od 1989 roku. Porozumienie pomiędzy oddającymi władzę członkami PZPR a nową nomenklaturą zakładało także brak możliwości uniewinnienia i rehabilitacji Kuklińskiego. Sądzę, że trudniejsze były dla niego lata po 1989 roku, kiedy kolejne rządy w demokratycznej Polsce aż do 1997 roku, nie chciały unieważnić haniebnego wyroku z 1984 roku. Sam Kukliński nie planował wówczas, aby ta wizyta miała przebieg triumfalnego przejazdu po całej Polsce. To nie było tylko zwycięstwo Ryszarda Kuklińskiego. To był wielki krok ku ostatecznemu odrzuceniu wpływów rosyjskich, sentymentów do komunizmu i niepewności przed NATO. Scenariusz tej wizyty, w konsultacji z Kuklińskim, układał Józef Szaniawski. Pełnomocnik Kuklińskiego, skazany w PRL na 10 lat za współpracę z Radiem Wolna Europa i oskarżony o szpiegostwo na rzecz USA. Prywatnie, mój ojciec. Przez lata walczył w Polsce o uniewinnienie Kuklińskiego.

Fundacja Jack Strong: Ma Pan może jakieś wyjątkowo cenne wspomnienie związane z Kuklińskim i może się Pan nim podzielić?
Filip Frąckowiak: Szczególnie zapamiętałem, z pierwszego okresu znajomości z generałem Kuklińskim, jego pierwszy wieczór w Warszawie. Zapytał wtedy, czy mógłby zobaczyć Warszawę nocą. Ponieważ przez cały czas towarzyszyli mu oficerowie Biura Ochrony Rządu, zapadła decyzja, że przejazd odbędzie się vanem BORu. Byłem wtedy w tym samochodzie, jadącym z otwartymi drzwiami przesuwnymi. Generał Kukliński patrzył wzruszony na Warszawę paląc papierosa za papierosem.

Fundacja Jack Strong: To podczas wspomnianej wizyty w Polsce generałowi został przekazany jego odnowiony jacht, czy tak?
Filip Frąckowiak: Tak, to prawda. Jacht „Strażnik Poranka” należał do Ryszarda Kuklińskiego w późnych latach ’80. Został zarekwirowany wraz z resztą majątku, po ucieczce Kuklińskiego w 1981 r. Wówczas, w 1998 roku, Kukliński zdecydował się przekazać ten jacht katolickiej szkole pod żaglami. To wspaniale, że będzie wyremontowany już po raz drugi. Kukliński pokochał żeglarstwo już w młodości. Ta pasja rozwinęła się w nim w okresie służby w Kołobrzegu. Tam „zmontował” swój pierwszy jacht. Była to, leżąca od czasów wojny w tamtejszym porcie, poniemiecka krypa. Kukliński wyciągnął ją z wody i przez lata naprawiał. Z czasem został komandorem warszawskiego oddziału jacht klubu marynarki wojennej „Atol”. To właśnie żeglarską pasję wykorzystał, by rozpocząć swoją współpracę z Amerykanami. Zorganizował rejs szpiegowski oficerów Sztabu Generalnego do Holandii na jachcie marynarki wojennej „Legia”. Takich rejsów zorganizował trzy w latach 1972 – 1975. Dziś można pływać na pokładzie „Legii” w rejsach edukacyjnych.

Fundacja Jack Strong: Z pańskiego punktu widzenia, czy testament, z jakim pozostawił nas Kukliński, jest w dalszym ciągu wypełniany i dlaczego?
Filip Frąckowiak: Do niedawna, powtarzałem, że na szczęście dziś młodzi ludzie nie muszą podejmować tak tragicznych wyborów jak Ryszard Kukliński, żołnierze Szarych Szeregów czy Żołnierze Wyklęci. Lecz dziś stoimy przed dawnym zagrożeniem, które rzuca nam wyzwanie. To nie ma znaczenia, czy jest to Rosja carska, komunistyczna czy Władymira Putina. Musimy zabezpieczyć nasze granice tak, żeby nawet przez myśl Rosji nie przeszło aby znów nas zaatakować. Robimy to razem z Amerykanami, za zgodą demokratycznie wybranego rządu i innych środowisk politycznych wybranych do parlamentu. To jest wypełnienie testamentu Ryszarda Kuklińskiego.

Fundacja Jack Strong: Wiem, że w wirtualnym Muzeum Zimnej Wojny im. Generała Ryszarda Kuklińskiego na stronie www.generalkuklinski.com można znaleźć sporo ciekawych materiałów, ale może są jeszcze inne polecane przez Pana źródła informacji o generale?
Filip Frąckowiak: Bardzo polecam książki założyciela muzeum, prof. Józefa Szaniawskiego. Głównie „Generał Kukliński – Polska Samotna Misja”. To najszersze kompendium wiedzy o Kuklińskim. Polecam również znakomitą książkę „Atomowy Szpieg” prof. Sławomira Cenckiewicza oraz świetny film „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego. Wspieraliśmy całym zespołem, jako Izba Pamięci Ryszarda Kuklińskiego, powstawanie obu tych pozycji.

]]> https://shehafo.org/wywiad-z-dyrektorem-muzeum-zimnej-wojny-im-generala-ryszarda-kuklinskiego/feed/ 0 Ryszard Kukliński – historia ściśle tajna https://shehafo.org/ryszard-kuklinski-historia-scisle-tajna/ https://shehafo.org/ryszard-kuklinski-historia-scisle-tajna/#respond Sun, 10 Jul 2022 09:16:40 +0000 http://shehafo.org/?p=373 Jack Strong/Mewa/Ryszard Kukliński to postać wciąż wzbudzająca kontrowersję i ciekawość. Nazywany jest jednym z najsłynniejszych agentów działających dla CIA w okresie zimnej wojny. Na kanwie historii jego życia Władysław Pasikowski nakręcił film, który miał premierę w 2014 roku, co przyniosło kolejną falę zainteresowania tematem i wywołało niejedną burzę dyskusji. Jedni uważają Kuklińskiego za bohatera o stalowych nerwach, polskie wcielenie Jamesa Bonda, inni ze wzburzeniem nazywają zdrajcą.

Tym ciekawsza to historia szpiegowska, że – jeśli wierzyć relacjom osób z jego otoczenia – Kukliński zdawał się ostatnią osobą, którą można by podejrzewać o kontakty z obcym wywiadem. Punktualny, pracowity, oddany sprawie. Świetny współpracownik odznaczający się charyzmą oraz obyciem. Wydaje się, że nie można go było tak zwyczajnie, po ludzku, nie polubić.

Nim w 1963 roku zaczął pracować w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, co z czasem dało mu dostęp do ściśle strzeżonych tajemnic, ukończył Oficerską Szkołę Piechoty we Wrocławiu. Jego wczesna droga kariery wojskowej była wyboista, głównie z uwagi na przeszłość ojca, który związany był podczas II wojny światowej z konspiracyjną organizacją niepodległościową „Miecz i Pług”. Z czasem jednak Ryszard Kukliński zaczął budować zaufanie i wyrabiać sobie własną, mocną renomę. Renomę, która pozwoliła my przez wiele lat dostarczać cenne informacje wywiadowi amerykańskiemu, a kto wie, czy nie zapobiec III wojnie światowej. Wojnie, w trakcie której Polska prawdopodobnie przestałaby istnieć, a hektary ziemi i rzesze ludzi zostałby skażone za sprawą nuklearnych ataków.

Na początku listopada 1967 roku Kuklińskiego, wtedy podpułkownika, wysyłają na siedem miesięcy do Wietnamu. Kukliński, jeszcze jako nieobyty z realiami wojny trzydziestosiedmiolatek, zostaje rzucony na głęboką wodę, gdyż trafia do Hanoi i Sajgonu niemal w przededniu komunistycznej ofensywy. Jednocześnie nieświadom znajduje się również w sercu wojny tajnych służb Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego. Z uwagi na swój status, oczywiście w tym konflikcie po stronie GRU i KGB.

Niedługo po powrocie z Wietnamu, gdzie Kukliński był naocznym świadkiem niewyobrażalnych okrucieństw wojny i gdzie – jak sam zwierzy się kiedyś przyjaciółce, Marii Nurowskiej, czuł wstyd, że nie jest po stronie, po której powinien być – uczestniczy w tak zwanym „Pochmurnym lecie 68”. Taki kryptonim został nadany czerwcowo-lipcowym manewrom w Legnicy, podczas których sojusznicze armie pod okiem marszałka Iwana Jakubowskiego ćwiczyły najazd na Czechosłowację. Gdy Kukliński zorientował się, w czym bierze udział i do czego przygotowują te „ćwiczenia” przeżył szok. Wszystko wskazywało na to, że mu i jego towarzyszom przyjdzie brać udział w bratobójczej walce, jeśli plany zwierzchników dojdą do skutku. To właśnie udział w tych wydarzeniach zasiała w Kuklińskim wątpliwość w sens swojej służby.

Mimo to – jak zaświadczają dokumenty – wtedy i później, jeszcze przez wiele lat, nie dał po sobie poznać, że walczy z dylematami moralnymi. Poza wymówieniem się z udziału w operacji „Dunaj” w 1968, kiedy to uchylił się od obowiązku chorobą żony, a jego miejsce zastąpił kolega z Oddziału Szkolenia Operacyjnego, sumiennie wykonywał swoje zadania, a wręcz odznaczał się zauważalnym i podkreślanym nieraz przez kolegów oraz wyższych stopniem zaangażowaniem. Przez współpracowników był postrzegany jako bystry, analityczny, pracowity człowiek o świetnej pamięci. Zapewne również te cechy wpłynęły na to, że Kukliński szybko został dopuszczony w sztabie do coraz większych tajemnic – a co za tym idzie, równie szybko dokonał analizy, której wyniki jawiły mu się jako tragiczne w skutkach dla Polski w momencie konfliktu nuklearnego z Zachodem.

– Spróbuj sobie wyobrazić, co czuje żołnierz, który jest powołany do obrony swojego narodu, a odkrywa, że przez swoje działania naraża ten naród na śmiertelne niebezpieczeństwo – zwierzył się przyjaciółce Marii Nurowskiej.

Ale Kuklińskiego przerażało coś jeszcze – nagła świadomość, że z tymi obawami jest zupełnie sam. Jego koledzy ze sztabu, którzy przecież tak, jak on, mieli dostęp do wielu tajnych informacji, zdawali się zupełnie nie dostrzegać zagrożenia, jakie on widział tak przecież wyraźnie. Tamten czas był, jeśli wierzyć zapiskom i dokumentom, które przytaczają kolejni badający sprawę atomowego szpiega, przełomowym. To właśnie wtedy dojrzewała w Kuklińskim myśl o skontaktowaniu się z Amerykanami. Pojawiło się tylko pytanie: jak?

Odpowiedzią okazało się żeglarstwo.

Z czasem stało się dla niego oczywiste, że najlepszą formą nawiązania kontaktu z Amerykanami będzie rejs żeglarski po wodach międzynarodowych, z możliwością zawinięcia do portów zachodniej Europy. Już na przełomie lat 1969 i 1970 Kukliński wspólnie z innymi oficerami Oddziału Szkolenia Operacyjnego, Stanisławem Radajem i Eugeniuszem Androsiukiem, bazując na rozwiązanej sekcji żeglarskiej CWKS „Legia”, współtworzył jacht klub „Atol”, afiliowany przy Sztabie Generalnym. Zapisało się do niego kilkudziesięciu wysokich rangą oficerów LWP. Kukliński został komandorem klubu. Wcześniej, w 1969 r., uzyskał dyplom kapitana Żeglugi Wielkiej Jachtowej, co pozwoliło mu później organizować rejsy. „Atol” dysponował w tym czasie dwoma jachtami żaglowo-motorowymi: Legia i Opal.
– Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów, Sławomir Cenckiewicz

W, z pozoru krajoznawczych, rekreacyjnych rejsach, w których uczestniczyły również dzieci oraz cywile, z łatwością można było zebrać ciekawy materiał dokumentujący infrastrukturę przybrzeżnych miast, rozpoznać porty, zwłaszcza, że „turyści” wyposażeni byli w aparaty fotograficzne. Tylko Kukliński, jako kapitan, występował w dokumentach pod swoim nazwiskiem, pozostali zawsze musieli być skryci pod pseudonimami.

W sumie w latach 1970–1976 zorganizował osiem takich wypadów na Morze Bałtyckie i Północne, zawijając po drodze do portów ZSRS, Szwecji, RFN, Danii, Holandii, Belgii i Francji.
– Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów, Sławomir Cenckiewicz

To właśnie podczas jednego z takich rejsów, dokładnie 11 sierpnia 1972 roku, kiedy to „Legia” pod dowództwem Kuklińskiego zawinęła do portu w Wilhelmshaven, ten nawiązał kontakt z Amerykanami. Kiedy większość uczestników opuściła pokład, by zwiedzać miasto, pułkownik zamknął się w kajucie i napisał łamaną angielszczyzną słynny dziś list podpisany P.V., który zapoczątkował trwającą później niemal dekadę niebezpieczną współpracę Kuklińskiego z CIA, w wyniku której być może nie doszło do III wojny światowej. Kiedy notatka była skończona, Kukliński schował list, a długopis, którym pisał wyrzucił do morza, po czym opuścił jacht w towarzystwie kolegi. Pod pozorem kupienia części do opala zgubił swojego towarzysza i udał się na pocztę, by nadać zaadresowany do ambasady USA w Bonn list.

Podczas pierwszego spotkania z amerykańskimi wojskowymi (jak się później okaże, pracownikami CIA) Kukliński z dokumentów miał do pokazania tylko licencje kapitana jachtowego i paszport, ale podobno już uścisk jego ręki – mocny i lodowaty – powiedział rozmówcom wiele więcej. Z relacji z tamtego spotkania wynika, że Amerykanie byli pod wrażeniem rozległej wiedzy pułkownika oraz jego postawy. Umówiono kolejne spotkania, a robocze ustalenia Kukliński otrzymał na początku 1973 roku w ramach operacji „Mewa”. Pułkownik nie był jednak przygotowany na amerykańską wizję współpracy i zdecydowanie nie zamierzał jej przyjąć.

Kukliński miał zostać płatnym agentem CIA, posługiwać się pseudonimem (zaproponowano mu pseudonim „Jack Strong”), być wyposażony w sprzęt szpiegowski (aparat fotograficzny)i konspiracyjne środki łączności. Tą propozycją werbunku i przekazanymi instrukcjami odnoszącymi się do szpiegowskiego rzemiosła był zaskoczony, a nawet zniesmaczony.
– Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów, Sławomir Cenckiewicz

Było jasne, że Kukliński ma własną wizję tej współpracy oraz czytelnie wyznaczony cel. Tym celem było wsparcie ojczyzny i przeciwdziałanie zagładzie nuklearnej, którą Kukliński przeczuwał na bazie analizy docierających do niego danych. Niemal dekadę udało mu się pozostać nieodkrytym.

Płk. Ryszard Kukliński jawi się również jako agent wyjątkowej wiarygodności. Żadne z dostarczonych przez niego dokumentów czy informacji nie zostały określone jako podejrzane, dezinformujące czy po prostu fałszywe. Kukliński nie okłamywał swoich partnerów z CIA ani też nie był celowo dezinformowany przez służby specjalne PRL-u czy Związku Sowieckiego. To różni go od większości oficerów KGB czy GRU, którzy zdecydowali się podjąć długotrwałą współpracę szpiegowską.
– Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów, Sławomir Cenckiewicz

Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie przymus (i możliwość) ewakuacji do Stanów. Wizje snute przez badaczy są raczej pesymistyczne nie tylko dla Kuklińskiego i jego rodziny, ale również dla Polski. Lata mijają a spór o Kuklińskiego nie cichnie i zapewne długo jeszcze będzie rozpalał ogień w sercach wielu. Pojawia się coraz więcej materiałów dotyczących jego życia działalności. Pozostał po nim również jacht – Strażnik Poranka – który, najpierw skonfiskowany przez skarb państwa po ucieczce Kuklińskiego do USA, po latach został odrestaurowany i zwrócony mu w darze podczas pierwszej wizyty pułkownika w Polsce.

Pierwotnie Ryszard Kukliński planował przeprowadzenie jachtu do USA, ale ostatecznie przekazał go Chrześcijańskiej Szkole pod Żaglami w Gdańsku. Obecnie jacht Ryszarda Kuklińskiego czeka na szansę, by wrócić na wody i służyć kolejnemu pokoleniu pasjonatów żeglarstwa. Ta chwila jest coraz bliżej między innymi za sprawą działań Fundacji Jack Strong, która przejęła opiekę nad jednostką od Chrześcijańskiej Szkole pod Żaglami i postawiła sobie za cel odrestaurowanie zabytkowego jachtu.

_
Źródła:
Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów, Sławomir Cenckiewicz
Urodził się Ryszard Kukliński, Paweł Cichocki [w:] https://muzhp.pl/pl/e/1903/urodzil-sie-ryszard-kuklinski

]]> https://shehafo.org/ryszard-kuklinski-historia-scisle-tajna/feed/ 0 Strażnik Poranka obiera nowy kurs https://shehafo.org/straznik-poranaka-obiera-nowy-kurs/ https://shehafo.org/straznik-poranaka-obiera-nowy-kurs/#respond Fri, 11 Feb 2022 07:43:51 +0000 http://shehafo.org/?p=145 Historia stojąca za Strażnikiem Poranka to przykład doskonałej opowieści pełnej suspensu i niesamowitości, gdzie fakty mieszają się z mitami, a powstała w wyniku ich splotu legenda po dziś barwnie opisuje jego blisko sześćdziesięcioletnią przygodę.

Kiedy w 1965 roku jednostka została wybudowana w Stoczni Jachtowej Stogi, dzisiejszej Stoczni Jachtowej im. Jospeha Conrada w Gdańsku, jako prototyp nowej serii, nikt nie mógł przypuszczać, że jej losy będą burzliwe niczym sztormowe fale, na których wielokrotnie się unosiła. Dumnie nosząca nazwę Opal, która nadana została wkrótce później całej linii jachtów, od samego początku swojego istnienia naznaczona była związkami z wojskiem i marynarką. W pierwszej kolejności znalazła się w rękach Sekcji Żeglarskiej WKS Legia. Wywodzący się z niej członkowie jeszcze w tym samym roku założyli klub jachtowy Atol, który zabrał jednostkę w dziewiczy rejs.

Najważniejszą postacią związaną z Opalem był Ryszard Kukliński. W czasach, gdy armatorem jachtu był klub Atol, pełnił on rolę wicekomendanta ds. szkoleń, a następnie komandora, wchodząc w skład zarządu klubu. Pod dowództwem Kuklińskiego jacht służył Atolowi przez blisko jedenaście lat – do roku 1980. To właśnie z tym okresem łączy się najwięcej niepotwierdzonych, lecz również fascynujących opowieści na temat jednostki. Wiąże się to z faktem działalności Ryszarda Kuklińskiego na rzecz amerykańskiego wywiadu. Pracujący dla CIA od roku 1970 Kukliński, miał na pokładzie Opala brać udział w akcjach kontrwywiadowczych, w wyniku których zdobywał i dostarczał poufne informacje na temat działań Układu Warszawskiego agentom Centralnej Agencji Wywiadowczej.

Sytuacja jachtu, oraz jego służba na rzecz wojska, zmieniła się w roku 1980. Z powodu złego, wciąż pogarszającego się stanu technicznego, nie uzyskał on dopuszczenia do ruchu wodnego i ostatecznie został spisany ze stanu posiadania klubu Atol. Z tego względu Ryszard Kukliński postanowił wykupić jednostkę na własność, co nastąpiło jeszcze tego samego roku. Oczekujący na remont Opal stacjonował w Gdyni, w basenie żeglarskim przy Ośrodku Szkolenia Żeglarskiego Marynarki Wojennej, podczas gdy Kukliński w dalszym ciągu prowadził swoją działalność wojskową i wywiadowczą.

Opal nie doczekał się remontu za czasów posiadania go przez Kuklińskiego. Ten bowiem, pod koniec 1981 roku, został ewakuowany przez agentów CIA do Stanów Zjednoczonych, w związku z informacją o możliwych przeciekach w służbach, a co za tym idzie, bezpośrednim zagrożeniem dla życia swojego i rodziny.

Przez kolejne trzy lata jacht tkwił w zawieszeniu, aż do roku 1984, kiedy to wyrokiem sądu został skonfiskowany na rzecz państwa, a w następnej kolejności przekazany Centralnemu Muzeum Morskiemu w Gdańsku. Fakt ten niestety nie wpłynął pozytywnie na historię jednostki. Jacht był nieużytkowany, jak również nie remontowany. Doprowadziło to do pogłębienia stopnia jego degradacji.
Przełom miał nastąpić kilka lat później, kiedy Opal został wykupiony od Skarbu Państwa przez Yacht Klub Polski Gdynia, z zamierzeniem jego naprawy i zwodowania – po raz pierwszy od niemal dekady. Prowadzone w Ustce naprawy były jednak niewystarczające, by mówić o jakimkolwiek sukcesie i próbie nadania nowego życia jednostce. W roku 1996 Yacht Klub Polski zaczął borykać się z poważnymi problemami finansowymi. Podjęta została decyzja o sprzedaży kilku jednostek, w tym Opala, który został kupiony w 1997 roku przez gdyńską firmę Atlas. Grupa Atlas od samego początku nosiła się z zamiarem powtórnego przekazania go Ryszardowi Kuklińskiemu.

płk Ryszard Kukliński w Gdańsku ogląda swój jacht
3 maja 1998
fot. Maciej Kosycarz / KFP

 

Jacht Ryszarda Kuklińskiego
maj 1998
fot. Maciej Kosycarz /KFP

Nastąpiło to w roku 1998, kiedy Kukliński po raz pierwszy od chwili ewakuacji do Stanów Zjednoczonych , przyleciał do Polski. Wyremontowana, przekazana w ręce Kuklińskiego jednostka, która została przemianowana na Opal II, miała finalnie znaleźć swoje miejsce w nowej ojczyźnie pułkownika. Kukliński zrezygnował jednak z planów przetransportowania jej do Stanów Zjednoczonych. Zamiast tego spróbował zlicytować jacht, a pieniądze przeznaczyć na założoną przez siebie Fundację na Rzecz Ofiar Reżimu PRL. Bezskutecznie.

Ryszard Kukliński postanowił jednak, by jacht pozostał pod polską banderą. Tym sposobem Opal II stał się darowizną, która została przekazana Chrześcijańskiej Szkole Pod Żaglami. Głównym zamierzeniem przy wyborze organizacji, do której trafić miała jednostka, była myśl o patriotycznym wychowaniu młodzieży. Ta sama idea przyświecała dokonanej w 2002 roku zmianie nazwy jachtu. Opierając się na przesłaniu Jana Pawła II ze Światowych Dni Młodzieży w Toronto, nowy armator podjął decyzję o nadaniu jednostce nazwy Strażnik Poranka, pod którą znana jest do dziś.

Od roku 2003 Strażnik Poranka był jachtem szkoleniowym, który stacjonował na chorwackiej wyspie Iž, nieopodal Zadaru. W tym okresie w rejsach szkoleniowych wzięło udział blisko 1.500 młodzieży na organizowanych przez Chrześcijańską Szkołę Pod Żaglami koloniach wakacyjnych, szkoleniach i kursach na stopnie żeglarskie. Do Polski wrócił w roku 2015 na czas remontu oraz z zamiarem pozostawienia go w rejonie Bałtyku, celem dalszych szkoleń żeglarskich. Liczne perturbacje spowodowały jednak, że jacht po raz kolejny nie doczekał się kompleksowej renowacji.

Sześć lat później, w listopadzie 2021 roku, dalsza historia jachtu została nakreślona poprzez podpisanie aktu notarialnego pomiędzy Fundacją Jack Strong, a Chrześcijańską Szkołą Pod Żaglami. Zakupowi Strażnika Pranka przez fundację przyświecają dwa cele, zgodne z testamentem samego Ryszarda Kuklińskiego: odbudowa jednostki i kształcenie młodych adeptów sztuki żeglarskiej, wychowanych w patriotycznych nastrojach oraz uratowanie żywego pomnika historii jakim jest jacht, dzięki któremu będziemy mogli przywracać pamięć generała Ryszarda Kuklińskiego w Polsce i za granicą.

]]>
https://shehafo.org/straznik-poranaka-obiera-nowy-kurs/feed/ 0